Dyskusja:Franciszek Leja

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Przeniesione z artykułu[edytuj kod]

Do poprawy:

Franciszek Leja był jednym z siedmiorga dzieci niezamożnej rodziny chłopskiej Jana Lei i Elżbiety z domu Majkut. Na świat przyszedł w 1885 roku we wsi Grodzisko, położonej między miasteczkami Leżajsk (od północy) i Przeworsk (od południa). Mieszkał w skromnej wiejskiej chacie, która stała na tzw. Zaborczu, położonego po wschodniej stronie rzeczki, w niewielkiej odległości od miasteczka i od kościoła w Grodzisku Dolnym. Zaborcze było najwyższym miejscem wioski, skąd rozpościerał się piękny widok na całą okolicę. Teren Zaborcza urozmaicony dolinami, wąwozami, zaroślami był istnym rajem dla czwórki dzieci, do których oprócz Franka należał, starszy brat Józef, brat ojca Wojtek i syn sąsiadki Jaś Skiba.

Ojciec Franka posiadał niewielki gospodarstwo rolne (około 4 ha) i warunki bytowania rodziny były ciężkie. Ziemie grodziskie średniej klasy przy ówczesnej mało intensywnej gospodarce (nie było jeszcze nawozów sztucznych) nie zaspakajały potrzeb rodziny. Innych środków utrzymania poza rolnictwem na wsi nie było. Dlatego w domu Franciszka Lei panowała od zarania bieda, rodzina odżywiała się poniżej normy, często głodując. Jego rodzeństwo, jak i on sam chodzili bez obuwia, tylko w zgrzebnej koszulinie uszytej z płótna wytwarzanego domowym sposobem z lnu i konopi, uprawianych w każdym prawie gospodarstwie. Tak były ubierane w lecie wszystkie dzieci chłopskie, natomiast zima nie mogły wychodzić z domu z powodu braku obuwia, które było bardzo drogie. Podstawa wyżywienia w jego rodzinie był chleb razowy pieczony w domu, mleko, ziemniaki, kapusta i kasza z prosa i to w ilości udzielanej.

Dom Franciszka Lei był drewniany, składał się z jednej izby, sieni i komory. W sieni znajdowały się żarna do mielenia zboża na chleb. Izba mieszkalna była równocześnie kuchnią, stał tam olbrzymi piec do pieczenia chleba, na którym zimą dzieci przesiadywały aby ogrzać się. Sień i komora zapełnione były beczkami ze zbożem. W izbie były tylko dwa okna, przeważnie małe, aby w zimie było cieplej. W takich warunkach żyła i mieszkała rodzina profesora.

W roku 1892 zapisano Franciszka do pierwszej klasy Szkoły Ludowej, która mieściła się w Grodzisku-Miasteczku i była jedyną szkołą na całą wieś złożoną z czterech gmin, a może nawet na całą parafię obejmującą wtedy około dziesięciu gmin. W szkole tej nauczono go obok czytania, pisania, rachowania, pielęgnacji drzew owocowych, gdyż kierownik szkoły zatrudniał uczniów przy pracach w ogrodzie.

Po wakacjach 1894 roku znalazł się w Leżajsku jako uczeń IV klasy Szkoły powszechnej, a zamieszkał razem z drugim kolegą na stancji u mieszczanina Karasia, który ze swoją żona zajmował się malarstwem. Obaj uczniowie sypiali, w jednym pokoju z gospodarzami, ale oni siennikach rozłożonych na podłodze. Nauka w tej szkole nie sprawiała Frankowi trudności.

Po otrzymaniu świadectwa ukończenia IV klasy pojechał z matką do Jarosławia i wstępny egzamin do szkoły średniej złożył pomyślnie. Tam uczeń za naukę zobowiązany był uiszczać opłatę zwaną czesnym. Każdy uczeń gimnazjum zobowiązany był też nosić granatowy mundurek z odpowiednią dla danej klasy ilością pasków na stojącym kołnierzu mundurka i z blaszką litery „ G ” na przedzie czapki z daszkiem. Wieś dostarczała do szkół średnich bardzo mały procent uczniów i dlatego z gminy Grodziska Górnego Franciszek Leja był w tamtych czasach jedynym uczniem szkoły średniej. Ośmioletnie gimnazjum w Jarosławiu, do którego uczęszczał dało mu dobre przygotowanie ale humanistyczne, natomiast z przedmiotów ścisłych przygotowanie niżej poziomu. Samego pobytu w gimnazjum nigdy nie wspominał mile. Bursa gimnazjalna, w które się stołował była niewielka i mogła pomieścić nie więcej jak dwunastu uczniów, a wyżywienie było skromne i często po obiadach chodził głodny. Kiedy był w klasie IV gimnazjum rodzice jednego z kolegów zaproponowali mu korepetycje z kilku przedmiotów dla swojego syna, głównie z matematyki. Propozycję przyjął z radością gdyż to wpłynęło na poprawę jego sytuacji materialnej. Wtedy też z rąk grodziskiego proboszcza zaczął otrzymywać prywatne stypendium im. Ks. Kaczorowskiego, w wysokości 20 koron austriackich miesięcznie. Stypendium to pobierał przez cały dalszy ciąg nauki i jego studiów. Pomoc ta była znaczną ulgą dla rodziców w wydatkach na kształcenie chłopca.

Przez całe lata gimnazjalne nauka szła mu wyjątkowo dobrze, zwłaszcza nauka matematyki. W wyższych klasach gimnazjum mieszkał z dwoma uczniami klasy VIII, z których jeden wybijał się jako uzdolniony matematyk i często zasypywał kolegę Franka zadaniami do rozwiązania, podsycając jego ambicje. W ten sposób trenował matematykę klas wyższych, co korzystnie wpływało na poprawę jego warunków materialnych, gdyż w tych klasach miał już kilka korepetycji z matematyki. Podczas pobytu w gimnazjum Franciszek pracował w tajnej organizacji uczniowskiej zakazanej przez władze szkolne, której celem było zapoznanie młodzieży z prawdziwą historią polski rozdartej na trzy zabory i organizowanie obchodów rocznic różnych ważnych wydarzeń historycznych. Po urządzonej przez tę organizację imprezie, w której brał udział Franciszek Leja, władze szkolne skazały wszystkich uczestników i organizatorów na 16 godzin „ kozy ”, a niektórych wydalono z gimnazjum. Jego szczęśliwym trafem to ominęło.

W roku 1904 zdał pomyślnie maturę i otrzymał świadectwo dojrzałości. W ostatnich latach nauki nasz gimnazjalista nabierał coraz większej ochoty do dalszego kształcenia się, ale równocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że brak mu środków materialnych do dalszych studiów. Myślał o Uniwersytecie lub Politechnice we Lwowie, ale rodzice, byli za biedni żeby łożyć na jego utrzymanie we Lwowie. Przy tym byli bardzo rozżaleni ( zwłaszcza ojciec, że Franek nie pójdzie na teologię ). Ówczesny proboszcz grodziski ks. Feliks Świerczyński, należący do ludzi światłych przyrzekł, że przedłuży mu dotychczasowe stypendium i wpłynie na ojca, by nie robił mu wyrzutów za to, że nie ma powołania na księdza. Było to olbrzymią zachętą do zrealizowania zamiarów dalszego kształcenia się. I tam zaczął studia na Uniwersytecie Lwowskim, na wydziale Filozoficznym. W czasie tych studiów bywało jednak głodno i chłodno. Nasz student podejmował się różnych prac zarobkowych, aby dofinansować swoją naukę. Były to lekcje w domach prywatnych, przez pewien czas pracował jako mierniczy Urzędu Miar i Wag i jeździł do okolicznych browarów do mierzenia i cechowania nowych beczek na piwo. Zbierał szereg miesięcy w bibliotekach lwowskich materiały do historii Kościoła Katolickiego w zaborze pruskim w czasach Bismarcka. W roku 1909 złożył Franciszek Leja w Uniwersytecie Lwowskim egzamin na nauczyciela matematyki i fizyki uprawniający go do nauczania tych przedmiotów w szkołach średnich. W kwietniu 1912 roku na własną prośbę otrzymał nominacje na zastępcę nauczyciela matematyki i fizyki w IV Gimnazjum w Krakowie, a wkrótce został przeniesiony na posadę do Bochni. W tym czasie za pierwsze swoje wydawnictwo, napisanie rozprawki „ Pierwsze zasady geometrii nieeuklidesowej ” otrzymał roczne stypendium Akademii na wyjazd za granicę. Leja wybrał studia w Sorbonie w Paryżu. Tutaj poznał Władysława Mickiewicza, syna Adama, i wielu młodych Polaków, którzy jak on przyjeżdżali na studia do Paryża (Józefa Ujejskiego – późniejszego profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim i Stanisława Kota – późniejszego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie). W tym czasie wyjeżdżał także do Londynu, by uczestniczyć w wykładach sławnych profesorów matematyki, jak prof. A. Whiteheada współautora znanej książki Principia Mathematica. Po powrocie do Krakowa w czerwcu 1913, podjął pracę w V Gimnazjum w Krakowie, a równocześnie stanowisko asystenta przy Katedrze Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktorat uzyskał w 1916 roku, a za 6 lat tytuł docenta matematyki, po czym objął Katedrę Matematyki na Politechnice Warszawskiej. Wtedy przeniósł się do Warszawy. Życie w Warszawie w tym czasie nie było łatwe, brak mieszkań, duże trudności z handlem i wyżywieniem, a miał już na utrzymaniu żonę, którą poślubił rok wcześniej i przyjętego na wychowanie bratanka. Razem z innymi profesorami Uniwersytetu Warszawskiego zorganizował Spółdzielnię mieszkaniową. Wspólnie rozpoczęli budowę domków jednorodzinnych, z których jeden należał do niego. Planował osiedlić się w Warszawie. Tutaj władze Uniwersytetu Warszawskiego uznały jego habilitację i w 1934 roku Rada Wydziałowa Chemii Politechniki Warszawskiej wybrała go swoim dziekanem. Niestety, plany szybko pokrzyżowały się i nasz profesor wrócił do Krakowa, gdzie objął Katedrę po przechodzącym na emeryturę prof. Zarembie, znakomitym matematyku.

Podczas II wojny światowej wraz z 183 profesorami Krakowskiej Uczelni został aresztowany przez Gestapo i przewieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen koło Berlina. Na interwencję papieża zwolniony i wraz z innymi więźniami wrócił do Krakowa, a następnie do rodzinnego Grodziska, gdzie przebywał do końca wojny. Tu pisał podręczniki akademickie dla studentów i zajmował się tajnym nauczaniem. Po wyzwoleniu Krakowa w 1945 roku wrócił do pracy na Uniwersytet Jagielloński, gdzie oprócz pracy zawodowej zajął się organizowaniem Instytutu Matematyki, w którym objął kierownictwo Działu Funkcji Analitycznych. Z Krakowa utrzymywał żywe kontakty i współpracę naukową z zagranicą, z wybitnymi matematykami (jak Mauro Pieone – prof. Uniwersytetu w Rzymie i Henri Behesqnem – prof. Uniwersytetu w Paryżu).

Na kilka lat przed śmiercią, gdy przeszedł już na emeryturę nie przerwał działalności naukowej, nie siedział bezczynnie, ale nadal prowadził seminaria i wykłady dla studentów matematyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, ufundował stypendium dla wyróżniających się studentów matematyki (to stypendium jest przyznawane do dnia dzisiejszego). Ofiarował także pewną sumę pieniędzy na wiejską młodzież uczącą się.

Droga do kariery prof. Franciszka Lei znaczona była licznymi głodówkami, niedostatkiem materialnym, z którymi poradził sobie nasz rodak. Nieraz trzeba mu było pogodzić się z licznymi wyrzeczeniami na rzecz innych ludzi. Cierpliwością, solidną pracą, uporem zdobywał kolejne awanse, piął się coraz wyżej kolejno piastując następujące funkcje:

  • Prof. zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego;
  • Dziekan Wydziału Matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego;
  • Kierownik Katedry Funkcji Analitycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego i Działu Funkcji Analitycznych Instytutu Matematycznego PAN;
  • Dziekan Wydziału Chemii Politechniki Warszawskiej;
  • Prezes i współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Matematycznego;
  • Doktor honoris causa uniwersytetu w Łodzi;
  • Członek korespondent Akademii Nauk Ścisłych w Limie;

Za zasługi poczynione dla nauki polskiej prof. Franciszek Leja otrzymał odznaczenia i wyróżnienia:

  • Nagrodę państwową II stopnia;
  • Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski;
  • Złotą Odznakę Miasta Krakowa;

W Grodzisku Górnym imię prof. Franciszka Lei nadano Zespołowi Szkół (szkoła podstawowa, gimnazjum)- http://www.zsfranciszkalei.edu.pl

Jego publikacje i wydawnictwa. Spis publikacji prof. Franciszka Lei obejmuje sto prac naukowo – badawczych, czternaście artykułów i podręczników. Spis publikacji Franciszka Lei jest dołączony do artykułu pt.: "Franciszek Leja" (1885 – 1979), opublikowanego w "Rocznikach Polskiego Towarzystwa Matematycznego", seria II: "Wiadomości Matematyczne XXIV", 1982 str. 65 – 90. My podajemy tytuły kilku ważniejszych pozycji opracowanych przez naszego profesora:

  • Rozprawka "Pierwsze zasady geometrii nieeuklidesowej" (1911 r.);
  • Rozprawa doktorska "Własności niezmiennicze równań różniczkowych ze względu na przekształcenia stycznościowe";
  • Roczniki Polskiego Towarzystwa Matematycznego od roku 1945; podręcznik "Rachunek różniczkowy i całkowy" (1947 r.);
  • "Funkcje zespolone (1964 r.);
  • "Teoria funkcji analitycznych" (1957 r.);
  • "Geometria analityczna" (1955 r.);

Szwedzki (dyskusja) 19:35, 24 cze 2009 (CEST)