Dyskusja:Podskarbi wielki koronny

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

== żądanie QUOMODO[edytuj kod]

Żądam usunięcia wpisu:

Sławny był przypadek podskarbiego wielkiego koronnego Bogusława Leszczyńskiego, który aby uzyskać absolutorium od sejmu przekupił wszystkich posłów w izbie, a usłyszawszy sprzeciw jednego zapytał: "A który to tam taki syn, com mu nie dał?".

Podaję prawdę historyczną:

„JANINA ZNAK SOBIESKICH” – Bronisław Heyduk (fragment książki)

Deliberacje (...) Pan Chorzela podniósł oczy na milczących słuchaczy i rzekł: - Rzadko przychodzi mówić naszym królom - nie. W żadnym zaś narodzie nie jest tak powszechna żądza szukania dziury na całym, jak u nas. W innych narodach jest szacunek dla króla, którego daje już samo urodzenie. My królów sami obieramy, więc oni nasze kreatury, na które śmiele patrzeć możemy i wszelkie krytyki podnosić. Jan Sobieski, gdy go w senacie pewien pan mocno atakował o sojusz z Moskwą, uczyniony przez Grzymułtowskiego, i stratę Ukrainy, tak odpowiedział: "Mospanie, wiesz waszmość dobrze, żem temu sojuszowi był przeciwny, żem nic nie winien, jak tylko to, żem waszmości nie dał wakansu, na co liczyłeś..." Wiedział przecie ów panek, co i my wiemy, że Moskwa groziła sojuszem z Turcją i wszelkimi tegoż następstwami, a tak do Ligi Świętej weszła i zdało się przez czas pewien, że ta ofiara nam się opłaci... A ileż zła z cudzoziemskich fakcji! Iluż się daje ująć czy przekupić cudzoziemskim posłom i hałasuje, wrzeszczy, protestuje jeno dlatego, że im Szwed, Moskal, Brandenburczyk, Francuz albo minister cesarski uczynił obietnicę... Lubomirski wojnę z królem za cesarskie pieniądze prowadził. A cóż zrobił pan Tyszkiewicz? Markiz de Vitrii, więcej żołnierz niż minister, był posłem francuskim. Gdy się król Jan i królowa Marysieńka poróżnili nieco z Francją, pan Tyszkiewicz, krajczy litewski, jako wiemy, chcąc się przysłużyć królestwu, nie namówiony, nie poduszczony, z własnej jeno chęci podczas sejmu najechał nocą na rezydencję posła francuskiego. I szturmował ją, dobywał, okna wystrzelał, aż go warty królewskie spędziły. Struchleli rozsądni na taki wybryk. I gdyby nie umiarkowanie Ludwika XIV i Jana III, a zwłaszcza królowej Marysieńki interwencja, do wojny dojść by mogło. I przez co? Przez delirium pana Tyszkiewicza. A iluż mamy takich, co samą czystą negacją się żywią, bez żadnej racji wszystkiemu zawdy negując, kontrując, przez zakorzenioną do negowania inklinację. A podskarbiowie i wszyscy strażnicy publicznego skarbu? Czemuż skarb wiecznie pusty? Rzeczpospolita nie naznaczyła pensji za koszta i prace związane z dochodów swych wybieraniem. Więc jedni gadają: "Kto ołtarzowi służy - z ołtarza bierze". Inni to samo, choć słowa inne: „Do urzędu nikt nie dokłada, jeno z niego korzysta”. A cudeńka z wydatkami na legacje i posłów... Wprzód libertować woły, wina, szkuty, potem odkupywać kwity, rachunki, aby wszystko szło na skarb państwowy. Wilk chowany przy kuchni się żywi dostatnio, a na folwark wybiega po gęsi i kury... Wyjątki nader rzadkie. Na przykład pan Miączyński. Król jegomość znał jego cienkie sumienie i wprost go przymusił, że z godności wojewody bełzkiego przeszedł na podskarbiostwo wielkie koronne i przez dwa roki trzymał ten urząd. Po tym czasie wyrachował się dokumentnie, dostał pochwałę za oszczędność i skwitowanie. Bierze głos: "Dziękuję za skwitowanie, ale to niesprawiedliwe bom wziął dla siebie dwakroć sto tysięcy, które tu zwracam". Zdumienie ogarnęło sejm, i szkoda, że ów został zerwany, boby mu pewno w konstytucję wpisano adres chwalebny niczym bohaterowi rzymskiemu. Pan Miączyński jednak żadną już miarą nie chciał tego urzędu piastować.

Kontrola rachunków na sejmie - żadna tam kontrola. Na sejmikach przedsejmowych winni się podskarbiowie wyliczać przed bracią-szlachtą z percepty i wydatków. Sejmik przekupić trudno. Szlachta im uboższa, tym bardziej nieufna, wszędy zajrzy, porówna, policzy, co by brakowało, w instrukcję wpisać każe i surowe żądania postawi na sejmie. Ot, pobożne życzenia... Nagadałem się nieraz z tymi, co uparcie utrzymują, że takim czy innym sposobem skarb państwowy uszczknąć, odrwić, przemycić nie jest grzechem, nie jest materią do spowiedzi, jeno szkoda własna, skoro rzecz wyjdzie, i wstyd. A racje dają takie: "A gdzież się pożywić, jeśli nie przy skarbie?", "Skoro wszyscy biorą, to i tak część stracona, nie wezmę ja, weźmie inny, i pewno więcej!" "Ojczyzna, państwo - dyć z nas to wszystko! Co za szkoda wielkiej, prześwietnej Rzeczypospolitej?" A iluż, choć sami nie kradną, okazję dają, aby potem korzyści odnieść rozmaite. Okazja powab ma wielki, najlepszego skusi. Pamiętam i to - opowiadała mi pewna persona: pan Bogusław Leszczyński, podskarbim bywszy przez kilka lat i mając w ręku płacę wojsk koronnych i podatki wszelkie, postanowił złożyć ten urząd, a wziąć mniejszą pieczęć koronną. Gdy to referował marszałkowi Jerzemu Lubomirskiemu, swemu przyjacielowi, ów za głowę się ułapił: "Bracie, czyś oszalał? Takie intraty mając, chcesz przejść na urząd pełen prac, a żadnych pewnych dochodów?" Odpowiedział Leszczyński: "Okazje kuszą. A jest przysłowie: ex male acquisitis non gaudebit haeres. Krócej rzekłszy: kradzione nie tuczy..." (...) „JANINA ZNAK SOBIESKICH” – Bronisław Heyduk (fragment książki)

Wojciech Edward Leszczyński

  • Inkryminowane zdanie zostało zmienione. Powieściopisarz Bronisław Heyduk jest zdaniem Waszmości źródłem historycznym? Nota bene Bogusław Leszczyński popełnił coś gorszego od korupcji, w obliczu najazdu zdezerterował z powierzonego stanowiska, jak twierdzi Ludwik Kubala. Pilot Pirx (dyskusja) 19:00, 20 lip 2014 (CEST)