Katastrofa górnicza w kopalni Rokitnica

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Katastrofa górnicza w kopalni Rokitnica
Państwo  PRL
Miejsce Zabrze
Rodzaj zdarzenia zawał w kopalni
Data 23 marca 1971
Godzina 16:06
Ofiary śmiertelne 10 osób
Ranni 5 osób
Położenie na mapie Polski w latach 1951–1975
Mapa lokalizacyjna Polski w latach 1951–1975
miejsce zdarzenia
miejsce zdarzenia
Ziemia50°18′N 18°47′E/50,300000 18,783333

Katastrofa górnicza w kopalni Rokitnica - tąpnięcie w kopalni Rokitnica w Zabrzu, w dniu 23 marca 1971. W katastrofie zginęło 10 górników, a mimo to wypadek stał się symbolem udanej akcji ratowniczej dzięki uratowaniu zasypanego górnika Alojzego Piontka, który przeżył 158 godzin w zawale.

Katastrofa[edytuj | edytuj kod]

Przyczyna katastrofy była naturalna: o godzinie 16:06 miało miejsce silne tąpnięcie górotworu. Zawalony został chodnik eksploatacyjny pokładu 508, w którym w chwili katastrofy pracowało 19 górników. Jak się okazało, zawał spowodował całkowite zasypanie odcinka chodnika o długości 72 metrów. Zawał składał się z drobnych kamieni i miału, wypełnił więc całkowicie chodnik nie pozostawiając w nim niemal żadnych wolnych przestrzeni. Wstrząs miał charakter jednorazowy. Późniejsze badanie przyczyn katastrofy potwierdziło, że nie miał tu miejsca żaden błąd człowieka i wypadek spowodowały tylko siły natury.

Akcja ratunkowa[edytuj | edytuj kod]

Akcja rozpoczęta została w ciągu zaledwie kilku minut. Grupa ratowników szybko dotarła do ośmiu górników, którzy znajdowali się w zniszczonym chodniku w bezpośredniej bliskości zawału, ale nie w jego zasypanym odcinku. Górników tych szybko wywieziono na powierzchnię, czterech z nich trafiło do szpitala z niegroźnymi urazami. Dalsza akcja polegała na przekopywaniu zasypanego zawału. Kierujący pracami na poziomie 508 Wasyl Kuźmiuk sporządził od razu plan wskazujący, gdzie w chwili katastrofy byli wszyscy zasypani górnicy.

Do zasypanego odcinka zaczęto szybko tłoczyć powietrze, do akcji skierowano około 150 ratowników, którzy przystąpili do przekopywania zawału; akcję utrudniały obsypujące się ciągle z miałkiego zawału zwały skał. Akcję odkopywania podjęto z dwóch stron, następnie rozpoczęto wiercenie dużego otworu specjalną maszyną wiertniczą. Po pierwszych kilkunastu godzinach od zawału przekopano zaledwie trzy metry chodnika. Dopiero po 38 godzinach akcji, 25 marca około południa ratownicy dotarli do zwłok pierwszego górnika – Maksymiliana Czapli; wcześniej znaleziono jego pochłaniacz od maski. Ciało znaleziono w miejscu wskazanym przez Wasyla Kuźmiuka, co potwierdziło prawidłowość jego planu. Przez trzy kolejne doby ratownicy powoli przekopywali zawał, nie znajdując nikogo, natomiast z zawału zaczęła dobiegać coraz silniejsza, odbierająca nadzieję i utrudniająca akcję woń rozkładających się zwłok.

27 marca ratownicy usłyszeli stukanie z zawału, co powtórzyło się jeszcze parę razy. Jednak nadal nie znaleźli nikogo. 29 marca zaczęło się znajdowanie zwłok. Przed południem znaleziono Horsta Mainkę i Rudolfa Budnego, którego dwaj bracia uczestniczyli w akcji ratunkowej (z uwagi na treść przepisów przebywali poza strefą samego zawału). Wieczorem znaleziono zwłoki Pawła Brolla, Adama Kuszela, Józefa Koeniga i Henryka Wysockiego, a już po północy Jana Wiczyńskiego. Wszyscy zginęli w momencie samego tąpnięcia. W zawale pozostawało nadal trzech górników. Kierujący akcją od strony pochylni nr II Stefan Stelmachowicz, narzucający jak najszybsze tempo prac, zaczął spotykać się z poleceniami przełożonych, że nie należy narażać zbytnio życia ratowników, ponieważ i tak w zawale nie może już być nikogo żywego. Ponieważ twardo obstawał, że słyszał stukanie z zawału, wycofano go z akcji ratunkowej.

30 marca o godzinie 5.14 ratownicy usłyszeli nagle głos górnika, wołającego, by go wyciągnąć i że jest z wczorajszej zmiany. W tym momencie do przekopania pozostało już tylko 12 metrów zawału. Alojzy Piontek (właściwie Piątek, podczas relacjonowania katastrofy pisownię nazwiska przekręcono i potem powszechnie używano niepoprawnej) po tąpnięciu został przyciśnięty własnym styliskiem od łopaty, zdołał je przepiłować blachą z hełmu, przedarł się przez drewniane belki i ulokował w niewielkiej niszy o wymiarze 1 metra i wysokości 70 centymetrów, mieszczącej akurat jedną osobę. Tam, bez wody i jedzenia, pijąc własny mocz, przetrwał do momentu wydobycia go z zawału ponad sześć i pół doby (158 godzin), tracąc zupełnie rachubę czasu (zegarek pozostawił w ubraniu, które zdjął przed wypadkiem). Gdy go usłyszano, był przytomny, kontakt z nim nawiązał kierujący w tym czasie przekopywaniem zawału Alojzy Wylenżek, jego sztygar. Piontek dużo mówił, logicznie odpowiadał ratownikom i pomógł im zlokalizować swoje położenie. Przekazał, że oprócz niego katastrofę przeżył Alfred Gebauer, który zasypany leżał w pobliżu niego i słyszeli się wzajemnie. Rozmawiali ze sobą, przyrzekali sobie, że więcej pod ziemię nie zjadą, ale Gebauer osłabł i zmarł przed odnalezieniem, prosząc Piontka o pożegnanie bliskich. Po kilku dalszych godzinach ratownicy przebili się do Alojzego Piontka i wydostali go. Piontek wypytywał ich o wynik meczu Górnika Zabrze w pucharach europejskich; ten fakt sprawił, że uratowany górnik traktowany był potem jako honorowy kibic klubu i dostał dożywotnią wejściówkę na mecze. Był w zadziwiająco dobrym stanie fizycznym, przytomny i bez potrzeby podawania kroplówki został przewieziony do szpitala.

Tego samego dnia ratownicy zakończyli akcję, odnajdując zwłoki dwóch ostatnich górników: Alfreda Halaska, który zginął w chwili zawału, i Alfreda Gebauera, który istotnie przeżył jeszcze pod zawałem dłuższy czas, zanim zmarł. W akcji uczestniczyło łącznie około 1000 osób.

Społeczny odbiór wypadku[edytuj | edytuj kod]

Uratowanie Alojzego Piontka po 158 godzinach w zawale stało się symbolem udanej akcji ratowniczej: zważywszy, że poza nim i Alfredem Gebauerem wszyscy polegli zginęli już w chwili zawału, akcja istotnie była sukcesem. Piontek stał się postacią publiczną i symbolem wytrwałości górniczej oraz słuszności zasady, że akcję ratowniczą prowadzić trzeba aż do znalezienia wszystkich górników. Po wypadku przeniesiony został na rentę i nigdy więcej nie zjechał pod ziemię (zmarł na pylicę w 2005 r.). Katastrofa stała się tematem filmu dokumentalnego Antoniego Halora ‘’Czarne słońce’’, opisywana była w książkach, zrobiono nawet o niej komiks opublikowany w miesięczniku Relax, a o Alojzym Piontku układano przyśpiewki.

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]